Schlafhaus, czyli hotel robotniczy

Dawno temu na ulicy Kredytowej – która wtedy nazywała się Wilhelmstrasse – stał sobie Schlafhaus. Było to coś na kształt hotelu robotniczego, w tym przypadku dla górników zatrudnionych w pobliskiej kopalni „Oheim”, czyli „Wujek”. Zarówno kopalnia, jak i dom należały do potężnych wtedy na Górnym Śląsku właścicieli różnych zakładów przemysłowych – czyli książąt Hohenlohe. Nasz ligocki Schlafhaus funkcjonował z cyfrą I, a drugi (Schlafhaus II) znajdował się gdzieś
w pobliżu samej kopalni. Oba były dzierżawione i prowadzone przez różnych najemców (czyli Schlafhausmeistrów),
a razem mogły przyjąć około 330 osób.

W Archiwum Państwowym udało mi się wykopać kilka ciekawostek na temat obu domów, choć nie wiem niestety najważniejszego, a więc gdzie dokładnie znajdował się ów hotel, bo adres Wilhelmstrasse 8 tego nie zdradza. Aż by się chciało, żeby familoki stojące dziś pod numerem 8 na ulicy Kredytowej to było to, ale pewności nie mam żadnej.

Ligocki Schlafhaus pojawia się w dokumentacji około 1910–1912 roku. Ze sprawozdania za sierpień i wrzesień 1914 r. dowiadujemy się, że zarządzał nim wtedy niejaki Schmatolla, a w hotelu mieszkało 102 robotników w sierpniu i 124 we wrześniu. Z końcem września Schmatolla oddał prowadzenie domu szlafhausmajstrowi Nowakowi, dotąd zarządzającemu drugim domem, tym bliżej kopalni. Potem przez rok (ale nie wiadomo dokładnie kiedy) domem zarządzał Adolf Granitzny/Graniczny, po którym nastąpił ostatni dzierżawca, czyli Robert Polotzek/Poloczek (1922–1925). Oba domy zostały niespodziewanie zamknięte w marcu 1925 r.; ten przy kopalni został prawdopodobnie przekształcony na mieszkania dla robotników. Co stało się z ligockim – nie wiem.

Zachowana umowa dzierżawy z Poloczkiem oraz Haus-Ordnung (regulamin) z 1920 r. przybliża nieco model funkcjonowania takiego miejsca. Po pierwsze, Schlafhaus był przeznaczony dla pracowników nieżonatych, przybyłych
z obcych stron. Oprócz dachu nad głową otrzymywali oni też wyżywienie, a opłatę za czynsz i jedzenie potrącano im
z wypłaty. Pracownik mógł zostać zakwaterowany na pisemny wniosek kierownictwa zakładu pracy i mieszkać w domu tak długo, jak długo pracował w kopalni „Oheim”. Na „dzień dobry” dostawał łóżko z siennikiem, poduszkę, wełniany koc, ręcznik, taboret i zamykaną na klucz szafę. Musiał jednak sam musiał sobie załatwić zamek – pewnie kłódkę, natomiast zarządca domu miał prawo w każdej chwili szafę zrewidować. Wymiana pościeli i ręczników miała następować według potrzeb, lokatorzy mieli obowiązek ścielić łóżka i dbać, aby nie zalęgło się w nich robactwo, a także przynajmniej dwa razy dziennie (po przebudzeniu i przed snem) – wietrzyć izby mieszkalne. Mieszkańcy mieli być informowani o godzinach posiłków i przestrzegać ich, a na posiłek po szychcie nie wolno było przyjść nieumytym i w brudnym ubraniu. Wstęp do kuchni i części zajmowanej przez gospodarza był surowo wzbroniony, a ewentualne samodzielne przygotowanie posiłków możliwe tylko poza kuchnią.

Goście mogli odwiedzać mieszkańców za zgodą zarządcy i pozostawać najwyżej do 21, a pół godziny później należało gasić światła w sypialniach; bez ważnej potrzeby nikt nie powinien był już wtedy przebywać poza domem.

Oczywiście przewidziano też kary: za uszkodzenie mienia, palenie w łóżku (a fe…), zanieczyszczanie domu, kłótnie, gry hazardowe, wizyty obcych bez zezwolenia, zamiany miejsc/łóżek i niestosowne zachowanie wobec właściciela. Do domu nie miały wstępu osoby zawszone, moczące się i z chorobami zakaźnymi, ludzie kłótliwi, łazęgi, pijacy i osoby niemoralnie się prowadzące.

Szlafhausmajster, co zupełnie jasne, przede wszystkim miał pilnować porządku w domu, a jakiekolwiek naruszenia regulaminu natychmiast zgłaszać przełożonym (zapewne zarządowi kopalni). Powinien wiedzieć, kto u niego zamieszkuje, czyli prowadzić dokładną listę mieszkańców. Do jego codziennych obowiązków należało zamiatanie, raz w tygodniu miał gruntownie sprzątać schody, korytarz i kuchnię, a dwa razy w miesiącu – izby, razem ze stołami, ławami i oknami. Dbał
o wymianę pościeli i ręczników oraz – na prośbę mieszkańców – sienników. Powinien był też budzić robotników
o właściwej porze, żeby zdążyli na swoją szychtę.

Sporym zobowiązaniem było zapewnienie wyżywienia mieszkańcom. Produkty spożywcze dzierżawca musiał załatwić sobie sam, ale koszty wyżywienia ustalał zakład pracy, który potrącał górnikom z pensji i przekazywał zarządcy. W umowie z Poloczkiem zaznaczono, że jedzenie musi być smaczne i świeże. Piwo można było sprzedawać między 8 rano a 9 wieczorem, ale nie osobom pijanym. Na wynagrodzenie szlafhausmajstra składały się: nieodpłatne mieszkanie, ogrzewanie i oświetlenie oraz 25% od czynszu płaconego przez lokatorów.

Życie w takiej sypialni bywało jednak trudne, a nieraz wręcz górnicy nie mogli zaznać tak potrzebnego odpoczynku. Oto
w maju 1924 roku mieszkańcy szlafhauzu z Ligoty poskarżyli się zarządowi kopalni na majstra Poloczka. List jest krótki, ale konkretny, a dla historyka – językowa perełka. Mamy tu język polski oraz gwarę śląską i uparte próby zapisania ich przez osoby nauczane w niemieckich szkołach. Zdarzają się niemieckie litery (małe „d”, „w”, duże „M”, „U”, „A”) i walka
z polską ortografią. Naprawdę, takie coś widzi się w średniowiecznych i nowożytnych dokumentach, gdy autor próbował przystosować łacinę do polskiego i odwrotnie. Ale do rzeczy: wrzucam zdjęcie i odczyt pisma:

List lokatorów z hotelu robotniczego w Ligocie, maj 1924 r. (AP Katowice, 339/1395)

Sypialnia I, dnia 28-go Maja 1924

Do Urządu Kopalnie Wujek

Iako my lokatery ze Sypialnie I donosymy szanownymo Urządu Kopalni zezalynie na Wulza Poloczka, ize mo cały nocy Kantyna dla Urzyndnik i opczych ludzÿ odwarto, a tam spiewajum, krzycom, a my to niemogymy spacz i kilko czychtow musymy tracicz i my som saskoduwani niewinie i proczemy
o porządek srobicz, a jak to niepomorze, to my musymy do [nieczytelne] sie udacz, zeby nom czychty buły sabłaczony [zapłacone], po Sypialnia nie jest dla Urządnikow ani dla opczych ludzi, ino dla nas. Ajakmÿ Polotzkowi mowjemy, ize tak dali niemogymy czychty tracicz, to nas przesywa wy przeklente pyry, wy pysky trzymajcie, po wos wszystkych powytrzaskuja.

suczsenuwaniem [z uszanowaniem]

lokatery ze Sypialnie I

Skarga nie została bez odpowiedzi. W czerwcu w obu sypialniach przeprowadzono niezapowiedziane kontrole, zarówno
w dzień, jak i w nocy. Okazało się, że wbrew umowie i zarządzeniu piwo sprzedawano poza dozwolonymi godzinami, a do tego na piwo przychodzili tam obcy (kolejarze np.), którzy w hotelu nie mieli nic poza tym do załatwienia. W dzień wypłaty w obu kantynach piwo lano jeszcze o 23, czyli dwie godziny po wymaganym w regulaminie zakręceniu kurka. Głównie
w pierwszej sypialni licznie wracający z szychty górnicy – niektórzy pijani – wywoływali w takie dni hałasy, które z kolei przechodziły w bójki. Zdarzało się, że cisza nocna zapadała dopiero około 23.30, po tym jak wychodzili robotnicy jadący pociągiem o 23.20 na Mikołów.

Kontrole nie stwierdziły, aby w kantynach obu domów sprzedawano napoje alkoholowe – z czego wynika, że piwa za takie nie uważano. Broniący się przed zarzutami Poloczek skarżył się, że to mieszkańcy przynoszą wódkę, upijają się i hałasują.

Zalecono zarządcom regularne i częste kontrole w izbach, także w porze nocnej. Zabroniono ponownie sprzedaży piwa po 21 i postanowiono rozważyć odseparowanie szlafhauzu od kantyny.

Skarga na warunki panujące w hotelu robotniczym w Brynowie, luty 1924 r. (AP Katowice, 339/1395)

Jednak jeśli górnikom było u Poloczka nienajlepiej, to tym od Granicznego w szlafhauzie II – jeszcze gorzej. W lutym 1924 r. związek zawodowy górników w oficjalnym piśmie do administracji KWK „Wujek” przedstawił skargę mieszkańców tej sypialni, cierpiących z powodu „lichego odżywiania i różnego nieporządku”. Było tam tak fatalnie, że górnicy musieli chodzić na obiad i kawę do Poloczka; niewykluczone, że przy okazji napili się piwa, a potem rozrabiali…

 

Cennik i menu z 1914 r. (AP Katowice 339/2810)

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciekawostką jest lista cen obowiązująca w obu domach robotniczych należących do Oheimgrube. Dzięki niej widzimy jadłospis sprzed ponad stu lat, a tam jakże znajome lejberwuszt, preswuszt, galert, heringi, bratheringi czy hauskyjza (dla gości spoza kręgu ślonskij godki: pasztetowa, salceson, galareta z nóżek, śledzie, śledzie opiekane, domowy ser smażony). Do tego kawa, zelter albo flaszka piwa i – smacznego! J

 

 

 

 

 

Na podstawie: Archiwum Państwowe Katowice, zespół nr 339 „Zakłady Hohenlohego S.A. Wełnowiec”, jednostki nr 1379, 1395 i 2810

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *